Więcej komfortu dla pacjentów CZD

Światowej sławy skrzypaczka, Patrycja Piekutowska, jest pierwszą w historii istnienia szpitala ambasador Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”. Pani Patrycja opowiada o nagłej zmianie jak zaszła w jej życiu, powodach swojego zaangażowania w pomoc szpitalowi i projektach jakie zrealizowała.  

Jest Pani światowej sławy skrzypaczką, która zajęła się działalnością charytatywną. Jak to się zaczęło?

Patrycja Piekutowska: Mój syn urodził się z wadą serca, teraz ma sztuczną zastawkę. Chociaż ma dopiero 11 lat przeszedł trzy operacje na otwartym sercu. Pięć lat temu, po ostatniej z nich, dotarło do mnie, że czegoś ważnego mi brakuje, pomimo udanego życia zawodowego, kariery solistycznej i pedagogicznej. Rok później zdecydowałam o odejściu z uczelni, gdzie zajmowałam stanowisko profesora nadzwyczajnego. Stworzyłam pierwszy projekt łączący sztukę, biznes i pomaganie kardiochirurgii dziecięcej.

Nie miała Pani obaw?

Jestem bardzo odważna w takich sprawach, potrafię podejmować szybkie decyzje. Choroba syna nagle odwróciła moje życie do góry nogami. Po 20 latach kariery muzycznej na całym świecie, zmieniłam wszystko. Od dwóch lat organizuję wielkie koncerty charytatywne, nadal łączę muzykę klasyczną, świat biznesu z działalnością charytatywną, prowadzę wykłady motywacyjne, podczas których opowiadam o swoim życiu i doświadczeniach. Przez minione 14 miesięcy byłam prezesem Fundacji KIDS Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali. Jestem całkowicie w zgodzie ze sobą w tym co robię.

Na czyją rzecz Pani działa?

Od stycznia 2019 r. współpracuję tylko z Centrum Zdrowia Dziecka (CZD). Przez ten czas doprowadziłam do ukończenia dla tego szpitala kilkunastu projektów o wartości ponad 2,5 mln zł. Jako Fundacja zmodernizowaliśmy po 40 latach Poradnię Chorób Płuc, Immunologii i Alergologii, która przyjmuje 500 dzieci dziennie oraz Poradnię Okulistyczną, która jest jedyną całodobową w województwie. Największym, wartym pół miliona, projektem było przeniesienie i kompleksowa modernizacja nowego miejsca Pracowni Immunologii Transfuzjologicznej z Bankiem Krwi, który był 700 metrów od bloku operacyjnego, a teraz jest zaledwie 30 metrów. W listopadzie rozpoczynam koordynację kompleksowej modernizacji Poradni Przeszczepów Nerek.

Nad czym pracuje Pani w tej chwili?

W listopadzie rozpoczynam koordynację kompleksowej modernizacji Poradni Przeszczepów Nerek. Kończy się też budowa wielkiego projektu dobudowanej do szpitala 12-sto kondygnacyjnej wieży z dwiema windami. Potoczna nazwa to „Dwie Wieże”, wymyślił ją dr Marek Migdał, dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka. Wkład Fundacji KIDS, to 1200m2 gresu i wszystkie kleje do nich, fugi oraz silikony. Ok. 400 tys. złotych w produktach przekazanych pro bono. Natomiast ogromnie wzruszające jest to, że pieniądze na budowę wartą 8 milionów złotych ufundowała 93-letnia mieszkanka Wawra, dzielnicy Warszawy, w której znajduje się Centrum Zdrowia Dziecka.

Co to za projekt?

„Dwie Wieże” będą służyły do transportowania pacjentów ze wszystkich oddziałów mieszczących się w głównym budynku CZD na sale operacyjne i na transplantacje. To 12 kondygnacji, klatka schodowa, duża przestrzeń manewrowa dla łóżek i 2 windy. Ta budowla jest niejako „doklejona” do CZD od strony, po której pierwotnie znajdowały się balkony na oddziałach. Konstrukcja opiera się na betonowych palach wbitych na głębokość 37 metrów.

Po co właściwie powstają „Dwie Wieże”?

To miejsce przeznaczone specjalnie i wyłącznie dla dzieci wiezionych z oddziałów na zabiegi i transplantacje. Tygodniowo takich zabiegów jest około 200. Osoby spoza szpitala nie będą miały tu wstępu. Wreszcie dzieciaki nie będą wiezione windami publicznymi. Zapewni im to nie tylko większe bezpieczeństwo pod kątem bakteriologicznym, ale dzięki niesamowitym wnętrzom „Dwóch Wież” uprzyjemni drogę na zabieg. Miło będzie także pielęgniarkom, które pokonują tę trasę kilkadziesiąt razy na tydzień. Zawsze mówię, że gdy pracownik szpitala ma wokół siebie ładne wnętrza, inaczej traktuje dzieci, którymi się opiekuje. Zresztą każdy z nas zupełnie inaczej zachowuje się, gdy przebywa w przyjaznych przestrzeniach.

Wiele badań dowodzi, że projekt wnętrza ma znaczenie dla samopoczucia osób w nim przebywających.

Tak. Zresztą, potwierdzenie znalazłam we własnym projekcie. Wyremontowaliśmy Poradnię Chorób Płuc – na kolorowych ścianach pojawiły się ptaszki, chmurki, dmuchawce – wszystko tam teraz lata. Pracujący tu pulmunolog powiedział mi, że po remoncie dzieci przychodzące na badania zaczęły głębiej oddychać – to fenomen.

Wspaniale jest mieć w tym swój udział. Ale wróćmy do projektu. Kto zaprojektował wnętrza „Dwóch Wieży”?

Wnętrza “Dwóch Wież” to siła tego projektu. Całkowicie odmienią przeżycia dzieci wiezionych na zabiegi. Odpowiada za nie Medical Design Studio. Ich wcześniejszy projekt dla Centrum Zdrowia Dziecka – piesze metro – otrzymał pierwszą nagrodę w największym na świecie konkursie dotyczącym designu szpitalnego – International Academy for Design and Health, w kategorii Innowacyjny Projekt. Jury nagrodziło ich za nowatorskie rozwiązania, które kształtują przyszłość i mają pozytywny wpływ na całokształt opieki zdrowotnej. Piesze metro to pomysł, polegający na tym, że w całym szpitalu drogi wymalowane są na wzór metra, każda linia w innym kolorze. Dzięki temu ludzie przestali gubić się w tym ogromnym szpitalu.

Jak to się stało, że zaczęła Pani pracę przy projekcie „Dwie Wieże”?

W pewnym momencie pieniądze, którymi dysponował szpital skończyły się i dyrektor poprosił mnie, abym pomogła mu pozyskać darowizny lub produkty na wykończenie wnętrz. Do akcji zaprosiłam firmy, z którymi pracowałam wcześniej, one z kolei polecały mi kolejnych darczyńców. Tak dotarłam do Pana Mirosława Juchy z Rockfon.

Czyli darczyńcy sami wspierają Panią w angażowaniu kolejnych sponsorów?

Tak, dzięki takiemu łańcuchowi pomocy „Dwie Wieże” będą miały podłogę wzorowaną na tzw. gorseciku Warszawskim, czyli mozaice, która była hitem designu w latach 30-tych w Warszawie. Każde piętro będzie też bajecznie kolorowe, na każdym znajdzie się inny motyw przewodni, inna kraina – pustynia, kosmos… Winda również będzie bajkowa, a wszystkie komunikaty w żartobliwy sposób informujące o numerach pięter nagra dla nas Maciej Stuhr. Dżingle dźwiękowe zostały skomponowane i nagrane specjalnie przez Grupę MoCarta. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się pozyskać tak wspaniałych artystów do tego projektu.

To chyba unikalne wydarzenie?

Oczywiście, nigdzie, w całej Polsce, nie ma windy, w której słychać byłoby głos Macieja Stuhra. Wspaniałe jest także to, że wszystkie sufity podwieszane, które otrzymaliśmy od Rockfon, to specjalistyczne produkty z wszelkimi atestami medycznymi.

Gdzie dokładnie będą wykorzystane te sufity?

270 metrów kwadratowych sufitów MediCare® znajdzie się na każdym piętrze w przestrzeni, która jest łącznikiem pomiędzy oddziałem szpitalnym a wieżami z windą. Pod tymi sufitami zostały ukryte wszelkie kable, przewody, wentylacje. Sufity są pokryte specjalną powierzchnią dedykowaną szpitalnym wnętrzom, a ich kolor jest biały. To wymóg przepisów związany między innymi z tym, że ważne jest, aby dobrze widzieć kolor skóry dziecka, ponieważ może się on zmieniać przy różnych chorobach.

Takie projekty zajmują pewnie dużo czasu?

Wręcz przeciwnie. Działamy bardzo szybko. Do Rockfon zadzwoniłam 11 września, następnego dnia miałam pozytywną decyzję p. Mirosława Juchy, a 23 września sufity MediCare® zostały dostarczone z Cigacic do Centrum Zdrowia Dziecka. Poza tym mam taką ekipę, że jeden gabinet jesteśmy w stanie całkowicie wyremontować w 4 dni. To jest bardzo ważne, gdyż małe remonty nie powinny zaburzać funkcjonowania szpitala. To jest też coś, co bardzo ujmuje biznes. Zmiany są widoczne gołym okiem, i to z dnia na dzień. Jednego dnia poradnia wygląda jak z „Misia” Barei, a już za chwilę jesteśmy w XXI wieku.

W jaki sposób szuka Pani darczyńców?

W moich rozmowach ze sponsorami i darczyńcami jestem bardzo szczera. Każdą rzecz załatwiam osobiście. Do pomocy Centrum Zdrowia Dziecka zaangażowałam 68 firm. W rozmowach z biznesem opieram się na emocjach. Pozyskuję sponsorów w dowolnej części roku. Uważam, że w tym co robię nie chodzi o działania korporacyjne, tego nie da się zaplanować. Jeżeli firmy widzą, że dają pieniądze na konkretny projekt, który za kilka dni lub miesiąc jest gotowy, to chcą się przy tym pokazać.

Nie przeszkadzają im w tym korporacyjne ograniczenia?

Wszystkim tłumaczę, że nie chodzi o to by pomijać firmowe procedury, tylko żeby wiedzieć, że droga zbudowana na emocjach może mieć piękny finał. I to działa. Przez ostatnie 5 lat pozyskałam sprzęty i środki na modernizacje o wartości prawie 4 milionów złotych. Mam wielką potrzebę pomagania, chcę zmieniać otoczenie wpływające na psychikę małego pacjenta. A poza tym sprawia mi to wielką frajdę.

Rozmawia Lizaveta Biaskubskaya, Rockfon.