Zmiany nie tylko dla wyglądu

Każdy trener za pomocą wszelkich środków przekazu chwali się transformacjami osiągniętymi ze swoimi podopiecznymi. I dobrze – fajnie jest pokazywać sukcesy, które mogą zachęcić innych do pójścia tą samą drogą.

Niestety codzienność nie jest już tak różowa i to o niej chciałbym dziś parę słów. Żaden trener czy dietetyk nie przedstawia porażek swoich podopiecznych. A jest ich sporo. Śmiało mogę powiedzieć, że jest ich więcej niż spektakularnych transformacji.

No właśnie, ale czy jedynie spektakularna transformacja w wyglądzie jest sukcesem? Otóż nie!
Myślenie, że tak właśnie musi czy powinno być, jest pierwszym krokiem do porażki.
Wszystkie zdjęcia „przed i po”, reklamy środków odchudzających, suplementów i patentów treningowych mówią o tym, że wszystko to udało się lub uda w określonym – zazwyczaj ograniczonym do kilku tygodni (góra trzech miesięcy) – czasie. 
Pod zdjęciami „przed i po” nie pisze się ile i jakich środków farmakologicznych, suplementów, spalaczy i innych środków klient musiał przyjąć. Czy dieta brała pod uwagę zdrowie czy jedynie wygląd?  Wiele szybkich transformacji ma niewiele wspólnego ze zdrowiem

No ale wracając do meritum, miało być o tych, którzy nie doczekali „spektakularnej transformacji” i dlaczego.


1. Bo spodziewali się, że efekty przyjdą szybciej – przecież wszyscy obiecują: „biceps w 6 tygodni”, „talia osy w dwa miesiące”, „100 kg na ławce w 8 tygodni” itd.
Rzeczywistość jednak okazuje się inna.

2. Bo nie polubili treningów. Część podopiecznych oczekuje tych słynnych endorfin od zaraz, a one nie nadchodzą. Jest pot, jest wysiłek a tu endorfin brak, albo po prostu są przereklamowane. Niedawno jedna z moich podopiecznych spytała mnie: „powiedz, a tobie to te ćwiczenia sprawiają przyjemność ?”. No tak sprawiają !

3. Bo postanawiają zbyt wcześniej trenować na własną rękę. I to chyba najczęstszy przypadek, dotyczy głównie osób wychodzących z dużej nadwagi. Po kilku miesiącach i wspaniałych efektach klient postanawia iść własną drogą. „Słuchaj to ja już sam sobie potrenuję wszystko już wiem co i jak”. No i rusza swoją drogą przez pierwsze trzy tygodnie idzie gładko. Po roku wraca z nadrobionymi kilogramami. „Wiesz był urlop, święta i była przerwa, posypała się dieta, a potem, a potem to już poszło”

Nie ma uniwersalnej skali mierzącej sukces. Dla każdego jest ona inna nie da się jej zmierzyć na kilogramy czy masą mięśni. Dla niektórych sukcesem treningowym jest to, że przyszedł na trening i już! Że dziś nie zjadł słodyczy, że nie bolą go kolana. Że ma więcej energii i lepsze samopoczucie. A wygląd? Wygląd to rzecz drugorzędna, najpierw skup się na zdrowiu i nie odpuszczaj idź swoją drogą i tempem, ale idź.

Michał Dłużniewski

Trener personalny i masażysta, twórca www.personany-trener.com