Życie przynosi coraz to nowe wyzwania

Druga część rozmowy z prof. Grażyną Rydzewską, Kobietą Medycyny 2014. Na temat zawodowych osiągnięć i planów na przyszłość z laureatką konkursu organizowanego przez Portale Medyczne rozmawia Joanna Rawik.

Stworzenie sieci placówek leczących choroby zapalne jelit to jeden z moich aktualnych priorytetów zawodowych – mówi prof. Grażyna Rydzewska.
fot. Archiwum

Na czym polega Pani codzienna praca w Klinice?

 

W mojej klinice zajmujemy się przede wszystkim leczeniem nieswoistych chorób zapalnych jelit oraz chorób trzustki. To bardzo duża klinika, mamy 70 łóżek na oddziale gastrologii, dwa oddziały stacjonarne, dużą pracownię endoskopii oraz trzy przychodnie: gastrologiczną, jelitową, trzustkową. Jest zatem co robić, a nadzorowanie tych wszystkich działalności nie jest łatwe.

Jakie można mieć jeszcze plany na przyszłość w takiej sytuacji?

 

Najważniejszym wyzwaniem, przed jakim dziś stoję jest rozwinięcie obszaru diagnostyki, przy wykorzystaniu sprzętu, jaki mamy. Marzymy też oczywiście o zakupie nowych urządzeń, czy wprowadzeniu nowych technologii. Ale na dzień dzisiejszy, na bazie obecnego kontraktu, nie ma na to szans.
Moje dalsze plany zawodowe dotyczą wykształcenia następców, żeby jak przyjdzie czas, miał kto przejąć wszystkie moje obowiązki. A to trzeba robić z dużym wyprzedzeniem. Jeden z moich mentorów, prof. Butruk zawsze powtarzał: na następcę wybierz osobę dwadzieścia lat młodszą od siebie. Stosuję się do tej zasady i widzę już dwie osoby, które dobrze rokują.

Czy czuje się Pani spełniona zawodowo?

 

Trudno powiedzieć spełniona, bo cały czas coś się dzieje, wciąż trzeba się uczyć, wciąż dużo jest do zrobienia, a życie przynosi coraz to nowe wyzwania.
Obecnie próbujemy wypracować model opieki nad pacjentem z nieswoistą zapalną chorobą jelit (NZChJ): pobyt na oddziale szpitalnym, przejście na oddział dzienny, a następnie do poradni. Zatrudniliśmy na pełnych etatach psychologa i dietetyczkę opiekujących się tylko naszymi pacjentami. Jest więc to model opieki interdyscyplinarnej i byłoby świetnie, gdyby udało się wypracować taki w całej Polsce. To będzie jednak możliwe tylko przy zachęcie finansowej ze strony płatnika. Nie może też być tak, że kontrakty przydzielane są każdemu, kto spełni zaledwie podstawowe kryteria. Bo w tej specjalności wyjątkowo ważne jest doświadczenie. Prowadzenie jednego pacjenta otrzymującego np. leczenie biologiczne jest bez sensu. To specjalistyczna terapia, przy której stosunkowo często dochodzi do powikłań. A w przypadku komplikacji taki niedoświadczony ośrodek ma 100 proc. niepowodzeń! Dlatego powinno być mniej ośrodków, a skupiających większą liczbę pacjentów. Chciałabym stworzyć sieć referencyjnych ośrodków opieki nad pacjentami z NZChJ.
Jestem też prezesem Klubu Trzustkowego i najważniejszym zadaniem w tym obszarze wydaje mi się stworzenie rejestru dziedzicznych chorób trzustki. To bardzo ważny problem, który dotyczy małej grupy chorych (ok. 200-300 osób w Polsce). Często są to dzieci z trzustkami tak zniszczonymi jak u 50-letnich alkoholików. Aby temu zapobiec, konieczna jest znacznie wcześniejsza identyfikacja rodzin obarczonych genetycznymi predyspozycjami do rozwoju chorób trzustki i wspomaganie ich w profilaktyce i kontroli.

Czy możemy powiedzieć, że poziom leczenia w Polsce nie odbiega już od tego co proponują swoim pacjentom lekarze na Zachodzie?

 

W nieswoistych zapaleniach jelit niestety nie. Ale w innych państwach też jest różnie. Anglicy mają bardzo restrykcyjne zasady refundacji i nasz AOTM wzoruje się na NICE, tyle tylko, że Anglicy mogą to, co nie zostanie zarekomendowane do finansowania całkowitego, sfinansować w ramach jednorodnych grup pacjentów, a my nie. My żeby leczyć musimy zadłużać szpital. Ale mamy małe sukcesy: udało się właśnie uruchomić program leczenia wrzodziejącego zapalenia jelita grubego indukcją w ramach terapii przedoperacyjnej.
Największą bolączką jest to, że nie możemy leczyć dowolnie, a nie wszystkich można leczyć tak samo. Dochodzi więc do takich absurdów, że u chorych na chorobę Leśniowskiego-Crohna musimy skończyć leczenie po roku od rozpoczęcia terapii – czy tego wymaga sytuacja, czy też nie. A jeśli chcemy kontynuować terapię, to musimy poczekać aż dojdzie do zaostrzenia i wtedy możemy rozpocząć leczenie jeszcze raz. Tak to już jest z programami – z jednej strony zapewniają jakiś rodzaj leczenia, ale zawsze jakąś grupę pacjentów pomijają.

Pani działalność na rzecz tej grupy chorych wykracza poza oddział..

 

To prawda. Prowadzę także serwisy internetowe dla pacjentów. Jedna strona funkcjonuje przy Krajowym Rejestrze osób z chorobą Leśniowskiego-Crohna, drugi portal to http://elitarni.com.pl./ Znaleźć tam można, oprócz informacji na temat samej choroby, porady psychologa, seksuologa, pielęgniarki, chirurga i prawnika. Jest więc przekrój przez wszystkie problemy, z jakimi boryka się pacjent.

A co pacjenci na to wszystko?

 

Bardzo silnie z nimi współdziałamy. Na terenie szpitala robią spotkania, wykłady, pikniki. Podczas ostatniego rzucali się symbolicznie papierem toaletowym – wygląda na to, że czują się tu dobrze. Na pewno nie jest doskonale, ale widać, że pacjenci przyjeżdżają do nas jak na kolonie: siedzą z komputerami, rozmawiają, wymieniają się doświadczeniami, znają się z pielęgniarkami, bo przecież przyjeżdżają tu cyklicznie. I na tym nam właśnie zależało – na stworzeniu modelu leczenia, w którym pacjenci mają swoje stałe miejsce. Bo choroba przewlekła tego wymaga.