Niewydolność żylna – problem zdrowotny i estetyczny

Monika Wysocka

Przewlekła niewydolność żylna objawiająca się popularnymi „pajączkami” obrzękami nóg czy żylakami to schorzenie społeczne – dotyczy aż 60 proc. kobiet i niemal 30 proc. mężczyzn. Dla niektórych to problem wyłącznie estetyczny, jednak lekceważony, przy sprzyjających okolicznościach z czasem może stać się poważnym zagrożeniem dla zdrowia. Podczas spotkania zorganizowanego 22 lutego przez Federację Suplementów specjaliści mówili jak można temu zapobiec.

Przewlekła choroba żylna to zespół zjawisk chorobowych, które są wynikiem niekorzystnych reakcji patofizjologicznych, biochemicznych i immunologcznych w mikrokrążeniu. „Niewydolność żylna polega na tym, że na skutek uszkodzenia zastawek dochodzi do zwężenia żył lub ich niedrożności i następnie do tzw. refluksu i nadciśnienia w układzie żylnym – krew zamiast płynąć we właściwym kierunku, w stronę serca i tylko w układzie żył głębokich, „przeciska się” z powrotem powodując rozdęcie żył powierzchownych, co dla nas widoczne jest jako żylaki” – tłumaczy chirurg naczyniowy dr Marcin Kucharzewski z Oddziału Chirurgii Ogólnej, Naczyń, Angiologii i Flebologii Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach.

To problem, który dotyczy głównie kobiet, jednak wraz z wiekiem dochodzi do zwiększenia częstotliwości tych dolegliwości także u mężczyzn i w wieku podeszłym na przewlekłą chorobę żylną mężczyźni chorują równie często jak kobiety. Z badania przeprowadzonego w 2003 roku przez prof. Arkadiusza Jawienia na grupie ponad 40 tys. pacjentów lekarzy rodzinnych wynika, że u 47 proc. kobiet i u 37 proc. mężczyzn występuje choroba żylna.

Skąd TO się bierze?

Czynniki ryzyka wpływające na rozwój tego schorzenia to wspomniana wcześniej płeć żeńska, a także występowanie choroby żylnej w rodzinie – jeśli rodzice mieli problemy z żylakami to prawdpodobieństwo, że będą je miały także dzieci znacznie wzrasta. Udowodniony jest także wpływ genetyki – współwystępowanie niewydolności żylnej u bliźniaków jednojajowych wynosi 75 proc. Poważnym czynnikiem ryzyka jest także przebyta choroba zakrzepowa.

„Na to wpływu nie mamy, ale są też czynniki modyfikowalne – należy do nich przede wszystkim styl życia, o którym na codzień nie pamiętamy: zamiast ćwiczyć, uprawiać sporty głównie siedzimy najpierw w pracy, potem przed telewizorem. Winna jest też niewłaściwa dieta prowadząca do otyłości. Ale wpływ na zwiększone ryzyko ma też wieloletnie leczenie hormonalne i liczba porodów” – wymienia specjalista.

Choroba żylna niejedno ma imię

Objawy choroby żylnej przybierają różne postaci, nie zawsze musi być ona widoczna gołym okiem. Czasem objawia się w bolesnymi kurczami lub ciągłym dokuczliwym bólem nóg. U niektórych pojawiają się tzw. teleangiektazje – poszerzone do średnicy około milimetra naczynka włosowate, zlokalizowane tuż pod skórą, potocznie zwane pajączkami ze względu na kształt przypominający pajęcze odnóża. Mogą też przybrać postać podskórnej, zazwyczaj niebieskiej siateczki, gdy cienkościenne żyły siatkowate, znajdujące się w głębokiej warstwie skóry poszerzają się do około trzech milimetrów. Same w sobie nie są groźne jednak ich pojawienie się wskazuje, że za jakiś czas może dojść do przewlekłej niewydolności żylnej kończyn dolnych.

Innym objawem są obrzęki żylne narastające pod koniec dnia, szczególnie widoczne wokół kostek jako odciśnięte ślady po skarpetkach, ustępujące po nocy. „Trzeba jednak wiedzieć, że jeżeli będziemy pozwalali, by ten obrzęk powracał lub był stały to w pewnym momencie może dojść do jego utrwalenia” – zwraca uwagę lekarz.

Klasyczne żylaki to widoczne przez powłoki skórne wypukłości, zgrubienia i przebarwienia żył, świadczące o upośledzeniu drożności naczyń żylnych.

Bagatelizowane mogą doprowadzić do cięższej postaci choroby – zmian troficznych i czynnych owrzodzeń. Ta postać występuje u 1 proc. populacji dorosłej, ale już w grupie powyżej 70 rż., może to być nawet 7 proc. populacji, co świadczy o tym, że z wiekiem ten problem narasta. „Do tego najczęściej to pacjenci, którzy mają ze sobą duże problemy, często na granicy depresji lub wręcz z depresją, co znacznie utrudnia leczenie – zazwyczaj niechętnie poddający się terapii. Warto takich chorych, niezależnie do wdrożonego leczenia flebologicznego, odesłać do psychiatry” – sugeruje dr Kucharzewski.

Kiedy do lekarza?

Jeśli utrzymuje się obrzęk na nogach, towarzyszy mu przewlekły ból, przebarwienia i zaczerwienienia skóry lub pojawiają się otwarte rany (owrzodzenia). Ale też, kiedy sytuacja przestaje być akceptowana ze względów estetycznych. Jeśli problem jest naglący warto zgłosić się z nim do lekarza rodzinnego, który rozpocznie terapię, zapisze podstawowe leki flebotropowe czy kompresoterapię. Lekarzem dedykowanym do leczenia żył jest flebolog, jednak ponieważ w Polsce nie ma takiej specjalizacji, należy zwrócić się po pomoc do angiologa lub chirurga naczyniowego. Czasem warto też skorzystać z porady farmaceuty, który zasugeruje leczenie wspomagające.

„Musimy pamiętać, że niewydolność żylna to choroba nieuleczalna, która ciągle postępuje. Jednak specjalista umie nieco spowolnić jej przebieg i zapobiec drastycznemu rozwojowi oraz groźnym następstwom choroby, dlatego zawsze warto postarać się o wizytę u kogoś, kto zna się na jej leczeniu” – podkreśla dr Kucharzewski.

Jak wygląda diagnostyka?

Podstawą diagnozy jest wywiad – lekarz musi dowiedzieć się kiedy pojawiły się dolegliwości, jakie są objawy, jakie leczenie było dotychczas stosowane, a także czy ktoś w rodzinie ma takie same przypadłości. Podstawowym badaniem jest ocena ukrwienia kończyn, która polega na zmierzeniu tętna w pachwinach, na tętnicy udowej i podkolanowej, a następnie na tętnicach stopy. Lekarz powinien obejrzeć jak wyglądają żyły i sprawdzć czy nigdzie nie zaczyna się owrzodzenie.

Badaniem referencyjnym jest ultrasonografia – badanie dość podstawowe, jednak warto zwrócić uwagę, że przy wszystkich swoich zaletach jest to badanie niezwykle zależne od doświadczenia lekarza, warto więc wybrać się do nie przypadkowego specjalisty.

Zbawienny efekt ucisku

W przypadku choroby żył postępowanie nie może być jednotorowe: zalecanie samego zabiegu lub samej farmakoterapii jest błędem. „Najważniejsza jest higiena życia, a więc przede wszystkim ruch – spacery, pływanie, jogging, narciarstwo biegowe – to dyscypliny idealne do utrzymania właściwego krążenia żylnego, a przy tym niewymagające specjalistycznego sprzętu czy większych nakładów finansowych. Musimy też pamiętać, żeby czasem dać odpocząć swoim nogom, usiąść „po amerykańsku” z nogami wyżej, ale też dbać o właściwą pięlęgnację skóry, która na skutek niewydolności żylnej jest delikatna, często przesuszona. Należy też kontrolować wagę ciała i nosić właściwe obuwie” – zaleca specjalista.

Z pomocą przychodzą też wyroby uciskowe – specjalne rajstopy lub podkolanówki. „Są tak skonstruowane, że im wyżej tym ucisk jest mniejszy: przyjmuje się, że 100 procent założonego ucisku ma występować w kostce, 70 w łydce i 40 proc w udzie. Dzięki zastosowaniu odpowiednio dobranej siły rajstopy, pończochy lub podkolanówki uciskają kończynę wspomagając w niej krążenie krwi żylnej. Działają poprzez masowanie nóg w trakcie chodzenia, dając opór ciśnieniu w mięśniu. Poprzez zredukowanie średnicy żył, kompresja pozwala na ponowne zamykanie się zastawek i zmniejszenie ilości cofającej się krwi do kończyn dolnych, a przez to reguluje cyrkulację żylną” – wyjaśnia dr n.farm. Marek Malinowski.

Kompresoterapię – także profilaktycznie – powinny stosować osoby, które pracują na stojąco, jak np. chirurdzy, fryzjerzy, ekspedientki, farmaceuci, ale też takie, które całymi dniami siedzą np. przy komputerze, albo kierowcy, którzy zawodowo jeżdżą w długie trasy.

Rajstopy uciskowe są rekomendowanym przez lekarzy i farmaceutów, bardzo praktycznym – a przy tym estetycznym sposobem radzenia sobie z przewlekłą niewydolnością żylną. Trzeba jednak pamiętać, że odpowiednie dla danej osoby rajstopy czy podkolanówki powinien dobrać lekarz, chociażby z tego powodu, że skuteczność tej metody leczenia zależy od mocy i miejsca ucisku, a żeby ustalić właściwe parametry konieczne jest zbadanie tętna i ukrwienia kończyny.

Wspomagająca siła natury

Do osłabienia układu żylnego często prowadzą także niedobory na jakie jesteśmy narażeni (np. witaminowe). Może się jednak okazać, że eliminowanie szkodliwych zachowań, uprawianie sportów, obniżenie wagi ciała, picie dużo płynów, jedzenie antyoksydantów – nie wystarcza. W takiej sytuacji konieczna jest odpowiednia suplementacja, która wspomoże nasze starania o właściwy przepływ żylny. Specjaliści zalecają preparaty zawierające diosminę, hesperydynę, rutynę albo/i oligoproantycjanidyny.

„Diosmina ma działanie ochronne wobec naczyń krwionośnych, wpływa na zwiększenie ich elastyczności, gibkości, poprawia napięcie ściany żylnej. Ma także korzystny wpływ na zwiększenie przepływu limfatycznego, przywraca naczyniom włosowatym prawidłową przepuszczalność oraz zmniejsza ich przesiąkliwość – dlatego tak świetnie sprawdza się w zmniejszaniu dolegliwości takich jak obrzęki nóg, uczucie ciężkości, skurcze łydek. Dodatkowo działa przeciwzapalnie poprzez hamowanie wydzielania mediatorów reakcji zapalnej” – wyjaśnia farmaceuta. Rozdrobnienie diosminy w istotny sposób ułatwia jej przyswajanie, wchłanianie i metabolizm, zwiększając tym samym efektywność przyjmowanego preparatu.

Hesperydyna, drugi naturalny związek występujący w dostępnych w aptece preparatach stosowanych w problemach żylnych, ma przede wszystkim działanie utleniające, przeciwzapalne i ochronne na naczynia krwionośne, poprawia stan naczyń włosowatych zmniejszając ich przepuszczalność.

Diosmina i hesperydyna należą obok rutozydów do najważniejszych bioflawonoidów naturalnych.

Warto w tym miejscu wspomnieć o specyficznej grupie chorych – ciężarnych z problemami żylnymi. Ich leczenie bywa nie lada wyzwaniem dla lekarzy. „Żylaki w ciąży mają nieco inną patofizjologię – najczęściej są one efektem zmian hormonalnych, zwiększającej się objętości płynów w ciele kobiety, ucisku macicy na żyły i odpływie krwi z kończyn dolnych. W 70 proc. pojawiają się w pierwszym etapie ciąży, nasilają się tuż przed rozwiązaniem, zaś po porodzie znikają – w przeciwieństwie do żylaków, które pojawiły się przed ciążą i zdążyły się utrwalić” – wyjaśnia ginekolog Jacek Tulimowski. Ciąża trwa 9 miesięcy, nie można więc pozostawić kobiety przez ten czas bez pomocy. Od niedawna jest rozwiązanie także dla tej grupy pacjentek. Preparatem, który uzyskał pozytywną opinię Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego jako rekomendowany dla kobiet z obrzękami nóg w II i III trymestrze ciąży jest Detramax zawierający połączenie OPC (oligoproantocyjanidyn) i właśnie diosminy. Skuteczność i bezpieczeństwo zawartych w nim składników została potwierdzona w badaniach klinicznych.

Wśród specjalnie zalecanych przez farmaceutów preparatów są także żele kojące, które wspierają walkę z obrzękami i przynoszą natychmiastową ulgę. „Warto przy tym zwrócić uwagę na sposób używania żeli – wcierając go masujemy nogi i tym samy ułatwiamy właściwy przepływ krwi, a także niwelujemy problem tzw. powrotu żylnego” – wyjaśnia farmaceuta. Dlatego tak ważne jest, aby stosować zarówno preparaty doustne jak i miejscowe, bo tylko takie postępowanie zapewnia postęp leczenia.