Jakość życia w terapii

Zaawansowany rak piersi to choroba przewlekła, która wymaga długotrwałego leczenia. W tej sytuacji równie ważne jak skuteczność terapii jest jakość życia chorej w trakcie jej trwania. Na pytania Federacji Stowarzyszeń „Amazonki”, organizatora kampanii „Jest jak Jest – Mam Wybór” odpowiada dr Katarzyna Pogoda z warszawskiego Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie.

fot. Dorota Sass

Jednym z ważnych osiągnięć współczesnej medycyny jest znaczne wydłużenie życia pacjentów. Dotyczy to także choroby nowotworowej, która dziś jest już coraz częściej określana mianem choroby przewlekłej.

Jednocześnie określenia takie, jak „zwalczyłam raka”, czy „wygrałam z rakiem” tracą często na znaczeniu, na rzecz bardziej odpowiadających faktom: „zaleczyłam raka”, czy „leczę się i żyję z rakiem” – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń „Amazonki”.

Dlatego tak ważnym zadaniem współczesnej medycyny jest działanie w celu poprawy komfortu leczenia i jakości życia z chorobą. Onkolodzy świetnie zdają sobie sprawę z tej sytuacji.

 

  1. Leczenie jest najważniejsze? Czy jednak rodzina, praca i pasje są równie ważne?

– Dzięki dostępnym dziś lekom możemy prowadzić terapię przez długie lata, również pacjentek z rozsianym rakiem piersi. Chcemy by mogły w tym czasie dalej pracować, funkcjonować w rodzinie, realizować swoje pasje – mówi dr Katarzyna Pogoda z warszawskiego Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie. – Już przy pierwszych rozmowach z pacjentką staram się zawsze ustalić, jak spędza swój dzień, co ją motywuje, co mogę zrobić by była bardziej aktywna. Jeśli chce i czuje się na siłach, żeby nie rezygnować z pracy zachęcam ją, by jak najdłużej kontynuowała pracę. Sytuacja, w której chora jest cały czas w domu i rozmyśla o tym co z nią będzie dalej nie pomaga jej ani w życiu, ani w leczeniu.

Dr Pogoda dodaje, że pracodawcy coraz częściej rozumieją sytuację i idą na rękę osobie chorej. Pozwalają na ograniczenie etatu albo częstszą pracę w systemie „home office”. Warszawska onkolog podkreśla, że pacjentka, która pracuje, jest bardziej zmotywowana, nie myśli ciągle o chorobie, bo ma też inne rzeczy, którymi się zajmuje.

– Oczywiście szanuję każdą decyzje moich pacjentek, ale zawsze namawiam je, by starały się żyć z chorobą jak najnormalniej. Owszem życie się zmieniło, jest rozpoznanie choroby przerzutowej, ale robimy wszystko, by jak najdłużej funkcjonować w dobrej formie. Jeśli mamy zaplanowane wakacje, nie rezygnujemy z nich. Możemy przecież dostosować terminy leczenia do naszych planów. Wszystko to są ważne rzeczy, z którymi lekarz powinien się liczyć i zawsze brać je pod uwagę.

  1. Po co stosuje się leczenie przeciwbólowe? Czy niesie ono ze sobą zagrożenia?

Zdaniem dr Katarzyny Pogody ustalenie dobrego leczenia przeciwbólowego jest czymś oczywistym i powinno nastąpić zaraz na początku terapii. Część chorych boi się jednak brać leki przeciwbólowe. Pokutują tu mity dotyczące uzależnienia czy powikłań spowodowanych przez tego typu środki. Dla innych strach przed tymi lekami ma charakter psychologiczny.

– Nierzadko pacjentki uważają, że przyjmowanie leków przeciwbólowych jest potwierdzeniem tego, że są poważnie chore. Zawsze wtedy tłumaczę, że leki są po to, by umożliwić zachowanie komfortu życia, żeby chora mogła nadal być aktywna. Kiedy będzie bardziej aktywna, będzie też lepiej nastawiona na samo leczenie przeciwnowotworowe i będziemy dzięki temu mieć lepsze wyniki leczenia. Będziemy mogli dalej skutecznie kontynuować terapię. Dlatego samo nastawienie pacjentki jest ogromnie ważne – wyjaśnia dr Pogoda.

Dodaje, że obawy przed przyjmowaniem nowego leku, powikłaniami czy uzależnieniem są nieuzasadnione.

– Nawet jeśli mamy pacjentkę, która leczy się już z powodu rozsiewu, absolutnie nie obawiamy się, że się uzależni. Priorytetem jest to, żeby była ona dobrze leczona. Leki, które współcześnie stosujemy nie obciążają aż tak organizmu, jak się powszechnie uważa. Mamy też do wyboru bardzo różne leki. Możemy stosować np. plastry, które działają stopniowo. Pacjentka musi zmieniać je raz na trzy dni. Dzięki temu nie dostaje ona kolejnej tabletki do połykania – mówi dr Pogoda.

  1. Na ile terapie są dopasowane do pacjentów? Czy możemy mieć wpływ na ich wybór?

Onkolodzy mają dziś do dyspozycji wiele opcji leczenia. Mogą więc dopasowywać terapię do każdej konkretnej osoby. Na przykład w przypadku dużej grupy pacjentek chorujących na hormonozależnego raka piersi ważne jest, by nie zaczynać od razu od chemioterapii, ale od hormonoterapii, podawanej najczęściej w formie doustnej (w tabletkach), bądź też w formie domięśniowej. Jakość życia pacjentek leczonych w ten sposób jest zdecydowanie lepsza niż w przypadku chemioterapii.

– Dopiero kiedy ta terapia jest nieskuteczna, kiedy widzimy, że choroba postępuje dalej mimo stosowania różnych leków, musimy przejść na chemioterapię. I tutaj także mamy wybór. Według międzynarodowych zaleceń powinno się stosować monoterapię, a nie agresywną terapię wielolekową. W zależności od różnych czynników może to być terapia dożylna lub doustna. Co ważne pacjentka powinna uczestniczyć w podejmowaniu decyzji przy wyborze takiej terapii. W Klinice, w której pracuję, od lat kładziemy nacisk na udział chorej w podejmowaniu decyzji o wyborze terapii – mówi dr Pogoda.

Lekarze starają się zawsze dopasować i zoptymalizować leczenie, by było jak najmniej uciążliwe. Trzeba jednak dodać, że kwestie jakości życia i komfortu leczenia są związane nie tylko z samą chemioterapią.

– Jeżeli pacjentka uskarża się na biegunki i miała takie tendencję jeszcze przed chorobą, możemy dobrać leki tak, by nie nasilały tych objawów. Część pacjentek chce w trakcie leczenia dalej pracować, wtedy robimy wszystko, żeby im to umożliwić. Dla innych ważne jest to, żeby nie utracić włosów od razu. Wtedy możemy dobrać leki, które powodują, że utrata włosów jest mniejsza. Niektóre panie mają problem z żyłami, możemy wtedy skorzystać z formy tabletkowej – wylicza dr Pogoda. – Do każdej chorej trzeba zawsze podchodzić indywidualnie. Nawet stosując chemioterpię dożylną, możemy w niektórych przypadkach choćby na chwilę dać formę doustną, żeby pacjentka mogła odpocząć. Oczywiście możemy przepisać agresywną chemioterapię, ale wtedy pacjentka będzie większość czasu w domu, w łóżku i nie będzie miała siły na życie. A przecież ważniejsze jest by funkcjonowała jak najlepiej, w jak najlepszej kondycji cały czas.

  1. Chemioterapia dożylna i doustna, jakie są ich zalety i wady?

Choć wśród wielu pacjentów istnieje przekonanie, że słowo chemioterapia odnosi się wyłącznie do formy dożylnej, to dla lekarzy rzeczą oczywistą jest, że istnieje zarówno chemioterapia dożylna, jak i doustna i że obie są tak samo skuteczne.

– Decydując się na wybór jednej z metod w pierwszej kolejności sprawdzamy z jakim rodzajem raka mamy do czynienia i jaka substancja jest potrzebna do terapii tego rodzaju raka. Kiedy mamy już wybraną tę substancję i możemy ją podać dożylnie lub doustnie, rozmawiamy z pacjentem i wybieramy metodę. Takim lekiem jest na przykład winorelbina. Mamy tu zarówno formę tabletkową jak i dożylną oraz mamy dane naukowe i badania, które potwierdzają, że skuteczność tych dwóch form jest taka sama. Tutaj właśnie pojawia się miejsce na rozmowę z pacjentką – wyjaśnia dr Pogoda. – Z uwagi na jakość życia obecnie coraz częściej decydujemy się na terapie doustne – dodaje.

Forma tabletkowa jest szybka i wygodna, pacjentka połyka tabletkę i to wszystko. Podanie dożylne trwa dłużej, więc ważną kwestią staje się czas spędzony w szpitalu na leczeniu. Priorytetem dla lekarza jest, by ten czas był jak najkrótszy. To plus zarówno dla pacjenta, jak i personelu medycznego.

– Przeprowadzono wiele różnych badań wśród pacjentek, na temat co daje nam terapia doustna i dożylna i wyniki mówią jasno: dzięki terapii doustnej czas pędzony w szpitalu jest zdecydowanie krótszy. Pacjentka może więcej czasu spędzać z rodziną, w domu, na swoich normalnych aktywnościach: pracy, hobby, aktywnym wypoczynku.

Największą zaletą leczenia metodą dożylną z punktu widzenia lekarza jest pewność, że chora dostała lek i kontrola dawki. Z drugiej strony koniecznym warunkiem do jej stosowania jest dostęp dożylny, który nie zawsze jest możliwy.

Chora, która przyjmuje lek sama, czuje większą kontrolę nad procesem leczenia i bardziej się w niego angażuje. Ryzykiem może być jednak to, że bardzo zdeterminowana pacjentka może lecząc się w domu zignorować działania niepożądane i kontynuować terapię, podczas gdy lekarz podając lek zdecydowałby w takim momencie na zatrzymanie leczenia.

– Przy wyborze metody musimy więc zwrócić uwagę na wiele różnych aspektów. Jednak podstawową kwestią, którą należy podkreślić jest to, że forma dożylna i doustna mają taką samą skuteczność, więc wybór nie polega na tym, że któraś z tych terapii jest skuteczniejsza. Dlatego ważne jest też to, co lekarz mówi pacjentce na pierwszej wizycie. Jeżeli powie z pełnym przekonaniem: mamy tę samą substancję, tak samo skuteczną, zarówno w jednej, jak i drugiej formie, to pacjent zdecydowanie częściej wybiera formę doustną. Jeśli jednak lekarz nie ma przekonania do metody doustnej, częściej będzie stosował terapię dożylną – mówi dr Pogoda.

Dodaje, że na Zachodzie ważnym czynnikiem decydującym o wyborze jest mniejszy koszt terapii doustnych. W Polsce jednak jest z tym różnie, ponieważ terapie dożylne są bardziej premiowane przez system, co powoduje, że to chemioterapia dożylna jest podawana na większą skalę. Na Zachodzie szacując koszt stosowania chemioterapii doustnej podkreśla się, że jest ona mniej obciążająca dla system opieki zdrowotnej. Stosujący ją pacjent przebywa w domu, więc jest tańsza.

– To jest coś, co z pewnością warto byłoby w Polsce poprawić – mówi dr Pogoda.